Śmiech
0.00 Średnia ocena—0 Głosów
Po co w ogóle filozof miałby poświęcać czas tak błahej kwestii jak śmiech? Henri Bergson, autor Śmiechu pilnie baczy, by rozmiary jego rozprawy nie przekroczyły miary adekwatnej do wagi zagadnienia. Nie obawia się jednak podjąć tego - jak sam pisze - "zuchwałego wyzwania rzuconego filozoficznej spekulacji". Od razu jednak wypada rozczarować czytelnika, który chciałby dowiedzieć się czegoś o chichocie, rechocie, bólu brzucha ze śmiechu i innych przejawach żywiołowej wesołości. Filozof zapytuje bowiem o użyteczność śmiechu. Nie zapominajmy o podtytule - w Eseju o komizmie analizowane są sposoby i sensy użycia komizmu, a zatem działania (psychicznego, słownego lub fizycznego gestu), którego intencją jest wywołanie śmiechu. Może to być dramat, postać, sytuacja lub dowcip. Przywołana zatem zostaje kategoria estetyczna, a zadaniem, jakie stawia sobie autor jest odnalezienie jej znaczenia - społecznego znaczenia komizmu.
Wyobraźnia komiczna ujawnia się i działa w ściśle określonej sytuacji komunikacyjnej. To pewna właściwość i wiedza antropologiczna. Przede wszystkim to, co komediowe jest specyficznie ludzkie - nie ma stworzeń ani rzeczy, które mogłyby być komiczne inaczej niż tylko przez skojarzenie z jakąś cechą ludzką. Śmiech wymaga nieczułości, bo jak śmiać się z kogoś i jednocześnie mu współczuć? Ta "nieczułość" to przecież znak dystansu niezbędnego do fundamentalnego rozpoznania, w którym jakaś cecha indywidualna zostaje wystawiona na ogląd - i śmiech właśnie - zbiorowości. Gdy mówimy o komizmie, mówimy o grupie, w której śmiejemy się z kogoś, kto się od niej różni. Śmiać się możemy przy tym tylko w obrębie własnej grupy, komizm jest słabo przetłumaczalny.